||
Darmowe Pozycjonowanie

Ciemna i wilgotna

Ciemna i wilgotna grota pod koptyjskim kościołem nie jest jedynym śladem ewangelicznego pobytu Chrystusa i Marji w Egipcie. Tuż za nowoczesnem Heliopolis, banalnem i bogatem jak uosobienie snobizmu, w pustem polu, stoi brunatna i węźlasta, wypiętrzona korzeniami, jakgdyby nie mieszczącemi się już w łonie ziemi, sękata i dziwacznie skręcona sykomora, odnoszona przez tradycję do czasów biblijnych. W jej cieniu Matka Boża miała odpoczywać, ze studni znajdującej się tuż obok miała wodę pić. Podanie śliczne, jak wszystkie podania mające związek z drzewem i źródłem, jest obalane przez przyrodników, uparcie nieprzyznających sykomorze więcej nad dziewięćset lat wieku. Tradycja uśmiecha się z tych zapewnień, i cień drzewa, woda ze studni są święte. Nieopodal od tysiącletniej prawie sykomory wznosi się ciemny na jasnem tle nieba obelisk. Ostatni z podwójnego szeregu, jedyny. Wieki starły zeń pierwotną pozłotę. Bo był złocony od góry do dołu, będąc upostaciowanym płomieniem, wytryskiem, igłą światła. Dwurząd płomieni-olbrzymów wiódł do bram świątyni Słońca. Skruszył je czas, zrabowali ludzie. Stoją na gwarnych placach Londynu, Paryża, Rzymu, Stambułu. Ten jeden pozostał, patrząc na słońce wschodzące i zachodzące jak niegdyś. Wokół rumowie i pola. Trzeba brnąć przez kanaliki, błotniste pólko, żabiniec. — Zresztą zniszczenie bardziej jest rażące z bliska. Widoczną jeszcze na szczycie pozłotę pokrywa ptasi nawóz. Podobny do wyciągniętego groźnie wskazującego palca ziemi, samotny obelisk sterczy ku niebu, przypominając — co? Zapewne wieczyste: Sic transit. Dreszcz mimowolny przechodzi. Kultura kamienia o ileż trwalszą była od kultury żelaza! Granit ileż mocniejszy niż stal, którą rdza przeżera, lub drucik, co byle wiatr zerwie! Więc cóż pozostanie z nas, skoro tak mało zostało z tamtych? Z olbrzymiego miasta, którego dzisiejszy Kair był nędznem przedmieściem, ten jeden, jedyny obelisk? Być może, że inna, nie ta sykomora rzucała cień na wędrowców odpoczywających przy studni, natomiast nie ulega wątpliwości, że gdy trójka zbiegów z dalekiej Judei przechodziła tędy zdrożona, dwurząd płomieni olbrzymów stał jeszcze w pełnej swej chwale. Przyciskając Dzieciątko do piersi, Panna stanęła, patrząc na nie z podziwieniem. I legenda powiada, że wówczas, ukryty za potrójnemi ścianami świątyni, złocisty posąg Ammona zachwiał się i spadł z cokołu, oddając pokłon Bogu prawdziwemu. W wielkiem muzeum w Kairze niema już mumij. Na szczęście. Prochy ludzi, których największą troską życiową było uniknąć oczu ludzkich po śmierci, przestały nareszcie stanowić przedmiot podziwu i płytkiej ciekawości gapiów. Zamknięte w stalowych skrzyniach, pochowane są w podziemiach gmachu muzeum. W salach pozostały tylko trumny malowane, naśladujące kształt zabranej im mumji, sobowtóry zmarłych i mumje zwierzęce. Ileż opisów wielkiego mauzoleum, jakiem jest muzeum w Kairze, posiada literatura! Najgłośniejszy pozostawił Loti, który dla oryginalności oglądał je nocą przy pochodniach. Większość ich jednak jest dziś niezupełna, niewystarczająca, omal błaha, nawet straszliwy grymas oświetlonego pochodnią wielkiego Ramzesa wydaje się mało przekonywającym, wobec tego, że nie było tu jeszcze wtedy — Tutankhamena. Groźny Hafra z czarnego granitu siedział z głową otuloną jastrzębiem skrzydłem i boginkami opiekuńczemi u nóg, zasłuchany skryba czekał na dalsze słowa swego pana, bogini Hathor w kształcie krowy, bóstwo rolniczego kraju, wychodziła mucząc z szuwarów nilowych. Te same co dziś patrzyły zewsząd oczy niesamowicie żywe, z kryształu i agatu w miedzianej powiece, zastygłe w doskonałości techniki przed pięciu tysiącami lat. Bogini Tueris o głowie hipopotama, opiekunka położnych, — i autentyczna Wanda, młodziutka królewna, nie pomnę już której dynastji, co rzuciła się do Nilu, bo chciano ją wydać za Asyryjczyka, — i noże kamienne w złotej oprawie, datujące sprzed 20 000 lat, i równianki kwiatów plecione przed zamierzchłemi wiekami, bliźniaczo do dzisiejszych podobne. Wszystkiemu temu brakło zakończenia, potwierdzenia, zadokumentowania, sprawdzenia rozlewnej wielomówności Egipcjan, pokrywających olbrzymie pylony drobnem robactwem napisów. Tem sprawdzeniem stał się ów jedyny i pierwszy grób, odkryty takim, jakim był, nieruszony przez licznych późniejszych grabieżców faraonowych mogił. Niewiarogodny skarb, tysiąc pięćset kg złota, zamurowane wraz z mumją młodego gruźlicznego chłopca, — doskonały obraz całej ówczesnej kultury i życia, ubiorów, sprzętów, klejnotów, wozów, łodzi i pachnideł, broni i przyborów toaletowych, trzynaście złotych trumien, składanych jedna w drugą niby dziecinne zabawki, złociste łoża wsparte jedno na lwach, drugie na hipopotamach, trzecie najświętsze na krowach, — lektyki, naszyjniki, pierścienie, manele, zebrane w ilości urągającej przesadzie baśniowej, — wszystko to zajmuje całe omal piętro.

||