||
Darmowe Pozycjonowanie

Nie zdawali sprawy

Nie zdawali sprawy ze swych postępków nikomu. Jednakże trwali w przekonaniu, że w chwili śmierci wypadnie stanąć przed sądem, który nie będzie się liczył bynajmniej z faraonową wielkością, owszem większe wymagania stawi władcy, niż ubogiej mierzwie ludzkiej, budującej piramidy. I oto najpotężniejsi monarchowie, jakich znał kiedykolwiek świat, przed którymi stając każdy śmiertelnik, choćby był królem sąsiedniego państwa, padał siedem razy na twarz i siedem razy nawznak, — w obliczu zgonu kurczą się i trwożą. Z rozpaczą otaczają swe zwłoki błagalnem wyznaniem, wypisanem na mnóstwie wąskich pasków papirusu, wołających: Jestem czysty, jestem czysty, jestem czysty! Nie popełniłem kłamstwa wobec ludzi. Nie czyniłem zła. Nie głodziłem nikogo. Nie wyciskałem łez. Nie sprawiałem cierpienia. Nie odbierałem mleka od ust dziecka. Nie sądziłem niesprawiedliwie. Nie zabijałem i nie kazałem zabijać. Jestem czysty, jestem czysty, jestem czysty! Wobec tej spowiedzi, tego poczucia pozaziemskiej odpowiedzialności, w pełnem, uderzającem oświetleniu staje fakt uczestnictwa Egiptu w narodzinach chrześcijaństwa. Dopieroż pojmuje się, dlaczego Jezus i Marja byli w Egipcie Pojmuje się, że musieli być Do Heluanu wiedzie piękna asfaltowa szosa, idealnie utrzymana, co nie wymaga zresztą żadnego wysiłku ni kosztów. Wiatr ją zamiata, — deszcz, mróz, ciężkie wozy i podkute konie nie niszczą. Biegnie wytrwale nad Nilem, wzdłuż nieskończonego szeregu „dahabiji" o wdzięcznem, a charakterystycznem pochyleniu masztu, co czyni je podobnemi do ptaka spoczywającego, albo chylącej się trzciny. Po drugiej stronie rzeki, zwanej „Ojcem żyznym", widnieją piramidy w Giza i następne w Sakkara, z których najstarsza, schodkowa, wygląda z tej odległości niby malowana w jaśniejsze i ciemniejsze pasy. Raz za razem tuż przy szosie kanały, od których rozpełzają się niezliczone kanaliki. Pochyleni nad niemi ludzie obracają ciężkie koła, pracują jak za faraonów. Tym samym co przed tysiącem lat gestem kobiety udeptują bieliznę przeznaczoną do prania. Miarowy, posuwisty ruch naprzód i wtył, naprzód i wtył, i bez końca. Tuż przy drodze bieleje kopułka grobu świeżego, lecz już bardzo czczonego „świętego", zmarłego tutaj przed dwoma laty. Opodal mały klasztorek koptyjski, pochodzący z czwartego czy piątego wieku. Jeden ze starszych. Sterczą na nim trzy dziwaczne kopuły podobne do stogów siana, przypominające stary ul słomiany lub kopce termitów. Do ula zbliża je ilość małych czarnych wejść-otworów, — do termitów, że ulepione są z gliny, z gliny i słomy. Toteż po każdym deszczu, czyli parę razy do roku, trzeba je poprawiać, ewentualnie lepić na nowo. Archaiczne to asylum mieści jeszcze kilkudziesięciu mnichów. Po lewej stronie widnieją pieczary, z których czerpano materjał do budowy piramid. Wokół krajobraz biblijny. Kobiety z dzbanami na głowach pędzą stada owiec. Palmy chwieją liśćmi ponad kanałami. Heluan już widny w oddali, oaza białości i zieleni wśród żółtawych, pustynnych piasków. Bo to, co niesie się ku nam rudym tumanem za każdym podmuchem wiatru, to już jest pustynia, prawdziwa pustynia. Dlatego, jeśli bytność w Egipcie wypadło ograniczyć tylko do zwiedzenia Kairu i najbliższych jego okolic, dobrze jest odwiedzić Heluan, by zobaczyć, jak wygląda płowe cielsko pustki, podchodzące zdradnemi krokami tuż, tuż W samym Heluanie prócz źródeł siarczanych, znanych już za Nerona, jedną z rzeczy wartych zwiedzenia to willa Jola, upamiętniona pobytem marszałka Piłsudskiego przed paru laty. Ciągnie oczy przepychem kwiatów, a serca osobistym urokiem właścicieli, którymi są wspominany już prof. Bohdan Richter i jego żona. W starannie utrzymanym ogrodzie palmy wszelkich odmian, tamaryszki o kwiecie podobnym do wrzosu, bugęwilea, czarodziejski krzew barwy płomienistej lub kardynalskiego fioletu, jaśmin o przenikającym zapachu, kaktusy wszelkich odmian, poniżej róże, bratki, lwie pyszczki, astry, goździki, wszystkie kwiaty lata zebrane o jednej porze, o jednej godzinie, jak w zaczarowanym ogrodzie z bajki Andersena. złudne jak ogród z bajki. Wszelkie starania i koszty, nieustanne polewania wodą nie pomogą. Z końcem maja cudowny ogród, wypalony okrutnem słońcem, upodobni się do otaczającej z bliska pustyni. Na zeschłej, spopielałej ziemi ostaną tylko palmy i kaktusy, cierpliwie czekając nowej, czarodziejskiej wiosny. Z dreszczem grozy, że możnaby być zmuszonym mieszkać tu na stałe, człowiek wspomina rodzone zielone dąbrowy, gaje, bugaje, gąszcze wonne i pluszczące po kamieniach strugi.

||